niedziela, 1 grudnia 2013

Skyline Downtown USA - panoramy cz.1

Downtown - tłumaczenie dosłowne a`la translator to "w dół miasta". Realnie oznacza jednak śródmieście, centrum czy po prostu dzielnicę handlową i wieżowców. Miasta amerykańskie mają to do siebie, że takie dzielnice są bardzo wyraźne zaznaczone, ponieważ górują nad dużo niższymi dzielnicami mieszkalnymi. Stwarza to możliwości wykonania pięknych panoram, nazywanych w tym przypadku skyline, czyli sylwetek wieżowców na tle nieba. Poniżej kilka najciekawszych skyline miast USA, kolejność przypadkowa, pierwsze 5 miast:

Los Angeles




Seattle



Houston




Dallas:




St. Loius






city, sky line, centrum, top, free foto, down town

wtorek, 26 listopada 2013

Największym problemem polskiego krajobrazu jest ... - ustawa krajobrazowa?

Prace na tzw. "ustawą krajobrazową" są już na ukończeniu. Cele jakie przyświecały tej ustawie były zróżnicowane. Według jednych miała walczyć z reklamami, według innych z wiatrakami, każdy chciał czegoś zakazać. Według wielu projekt ustawy najmocniej bije w reklamy i w energetykę odnawialną, głównie wiatrową.
A szkoda, ponieważ akurat walka z reklamami to stosunkowo łatwy problem (można je usunąć w kilka dni). Natomiast czy walka z wiatrakami ma sens, skoro już dziś nie można ich lokalizować w terenach najcenniejszy przyrodniczo i wizualnie? Warto też sobie zdać sprawę z tego, że siłownie wiatrowe stawiane są zazwyczaj tylko na 20-25 lat i przez ten czas chronią nam ostatnie wielkie wolne przestrzenie dla przyszłych pokoleń. Bronią przed czym? Przed zabudowaniem całej Polski domkami rozsianymi co 200 m, często koszmarnymi wizualnie. O ile taki wiatrak postoi sobie 20-25 lat i zniknie, o tyle takie domki będą stały jeszcze 50, może 100 lat i więcej. 
http://www.rozanka.info/infrastr.html- typowy widok w Polsce.


- a tutaj już nie wiadomo, czy się śmiać czy płakać.


Cieszy mnie, że podobne stanowisko prezentują też architekci.
Cytaty z artykułu:

Reklamy to nie największy problem polskiego krajobrazu. Można je szybko usunąć w przeciwieństwie do zabudowy, która coraz bardziej szpeci nasze otoczenie 
- twierdzą architekci z Polskiej Rady Architektury.

Wiele punktów poświęcono walce z reklamami. To jest ważne zagadnienie, nie chcę umniejszać jego wagi. Czytając projekt ma się jednak wrażenie, że jest to największy problem dotyczący krajobrazu, a tak nie jest, bo reklamy można szybko usunąć, natomiast tego, co się dzieje w sferze urbanistyki, usunąć się szybko nie da 
- powiedział PAP członek Polskiej Rady Architektury Przemysław Wolski z Katedry Architektury Krajobrazu SGGW.

Każdy rolnik może na swoim terenie wybudować dom, stworzyć siedlisko, a miasta rozpełzają się w regionie podmiejskim w sposób bardzo chaotyczny. To dewastuje krajobraz, niszczy przyrodę i powoduje bardzo wysokie koszty infrastruktury, ponieważ dostarczenie tam prądu czy zbudowanie drogi jest bardzo drogie 
- zauważył Chwalibóg.

Inni zauważają, że szykowane zmiany odbiorą dużą część władzy planistycznej gminom.

W szczególności wątpliwości budzą zapisy stojące w sprzeczności z zapisami Konstytucji RP. Przeniesienie znacznej części elementów władztwa planistycznego gmin na województwa kłóci się z zapisaną w Konstytucji regułą pomocniczości („odpowiedzialność za sprawy publiczne powinny ponosić przede wszystkim te organy władzy, które znajdują się najbliżej obywateli”). Niecelowym  jest wyłączenie aktywnego udziału gmin z audytu krajobrazowego, ponieważ to władze gmin najlepiej znają lokalne walory krajobrazowe i ich aktualny (a nie weryfikowany raz na 20 lat) stan. Ich głos w formie wiążącej opinii jest wyjątkowo cenny w tych pracach, lecz niestety planowane regulacje nie nadają opiniom gmin formy wiążącej dla władz województwa. W rezultacie decyzje planistyczne podejmowane będą na poziomie województwa, jednak podkreślić należy, że skutki tych decyzji będą ponosiły przede wszystkim społeczności gminne.
oraz:

Linki powiązane tematycznie:

poniedziałek, 25 listopada 2013

Planowanie przestrzenne a urbanizacja Polski

Teoretycznie z planowaniem przestrzennym w Polsce jest wszystko w porządku. Istnieje ono w ustawach, istnieje na szczeblu krajowym, wojewódzkim i gminnym. Dążeniem jest wprowadzenie tzw. "ładu przestrzennego", czyli taki sposób ukształtowania przestrzeni, który tworzy harmonijną całość.

A teraz zejdźmy na ziemię i zobaczmy jak to wygląda u nas. W praktyce wygląda tak, że wmówiono ludziom, że mają prawo wybudować się praktycznie wszędzie. Jak teoretycznie prawo lub zdrowy rozsądek nie pozwala, to jakoś to się u wójta lub innego urzędnika załatwi. Bo jak inaczej uzasadnić to, że ludzie budują się choćby na terenach zalewowych? Po części pozwala na to samo prawo, gdyż obejście przeszkód jest czasem komicznie proste. Najlepszym przykładem tego, jak łatwo się wybudować, są problemy z lokalizacją parków wiatrowych. Całkiem spory park wiatrowy na 20-30 MW, ogranicza zabudowę w gminie na zaledwie 3-4% jej powierzchni. Tymczasem głównym argumentem wielu osób blokujących takie inwestycje, jest "blokowanie rozwoju wsi, gminy i zabieranie miejsca pod zabudowę". A jaka jest prawda?



Najczęściej wygląda to tak, że tereny zurbanizowane gminy stanowią około 10% powierzchni, lasy i wody stanowią około 30% powierzchni, a pozostałe 60% to wg. większości osób, tereny pod zabudowę ..... takie jest społeczne przekonanie. Te 60% to zazwyczaj użytki rolne i tereny "podleśne". Każdy chce mieć "kawałek przyrody" dla siebie. Co zazwyczaj po 5 latach oznacza, że ma 5-10 sąsiadów koło siebie i wieczną budowę. Jeżeli "zabranie" tych 3-4% powierzchni gminy spod możliwości zasiedlania pól tak boli, to dobrze obrazuje to podejście panujące w Polsce, cały teren zabetonować, postawić domy wszędzie. Gdzie tutaj są standardy urbanistyczne, mówiące że dzieci powinny mieć maksymalnie 400-700 m do szkoły podstawowej? Mam wrażenie, że za 5-10 lat, już ponad połowa dzieci będzie dojeżdżać do szkół, zamiast dochodzić (a często taki spacer to jedyny wysiłek dziecka w ciągu dnia).

Tereny możliwe do zabudowania - kolor brązowy oraz żółty (na siedliska). Przykładowe studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania gmin w Polsce.

Ale właściwie do czego zmierzam? Jaki to ma związek z urbanizacją? Otóż ma. W rozwiniętych państwach ludność miast i miasteczek to 75-90% osób w państwie.W Polsce jeszcze po II wojnie światowej w miastach mieszkało poniżej 40% osób. Udział ten rósł i zbliżał nas powoli do państw zachodnich. W szczytowym okresie doszło do 62% (okolice 2000 r.). Jednak wtedy zrodziła się moda na dziką wyprowadzkę z miast.
"Zdzichu ma działkę pod miastem, podzielim to na 5 działek, gmina zrobi nam za 15 lat drogę i będzie cacy."
I tak to wygląda w III RP. Udział mieszkańców miast spada, mimo rosnącej liczby nowych miast. Zamiast dobić do 75-90%, zmierzamy ponownie do 50%. A może to dobrze, może to postęp? Kto wie, na pewno nie ma to nic wspólnego z ładem przestrzennym.



Niestety wszystko wskazuje na to, że rosnący udział ludności "wiejskiej" w Polsce, to nie przejaw postępu, tylko wprowadzanie nieładu przestrzennego.




Jakie może być rozwiązanie tej sytuacji? Po pierwsze wprowadzić granicę rozwoju wsi, dziś takich granic nie ma. Wieś to cały obręb, łącznie z polami. Kolejne budynki można dostawiać i dostawiać w nieskończoność. Po drugie, pozwalać na budownictwo siedliskowe tylko dla prawdziwych rolników, ze stosunkowo duży areałem, czyli w polskich warunkach minimum 15 ha. Dziś wystarczy mieć gospodarkę powyżej średniej w gminie, czyli może to być nawet 3-4 ha w niektórych rejonach! Czysty absurd. Średnia powierzchnia gospodarstwa rolnego w Polsce to około 8-9 ha, podczas gdy w rozwiniętych krajach ponad 20 ha (są państwa, gdzie przekracza ponad 100 ha).